Krzysztof Inglot, prezes Polskiego Stowarzyszenia Outsourcingu, ekspert rynku pracy, założyciel Personnel Service:
Jeszcze niedawno Polska była symbolem rynku pracownika – niskie bezrobocie, rekordowa liczba ofert i rosnące wynagrodzenia tworzyły komfortową sytuację dla kandydatów. Dziś ten obraz się zmienia. Rośnie liczba bezrobotnych, spada liczba wakatów i hamuje zatrudnienie. Polska co prawda nadal należy do krajów o najniższym bezrobociu w UE (ok. 3,1 proc. według Eurostatu), ale coraz więcej sygnałów wskazuje na zmianę trendu. Rynek pracy staje się bardziej selektywny, a o zatrudnieniu w coraz większym stopniu decydują konkretne kompetencje, a nie sama dostępność kandydatów.
Stopa bezrobocia rejestrowanego wzrosła w lutym 2026 do 6,1 proc. z 6,0 proc. miesiąc wcześniej. W urzędach pracy było już 954,9 tys. osób, o 12,7 proc. więcej niż rok temu. W sumie od końca 2025 r. liczba bezrobotnych zwiększyła się o ok. 67 tys. osób., a przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spadło o 0,8 proc. r/r.
Równolegle kurczy się popyt na pracę. Na koniec IV kwartału 2025 r. liczba wolnych miejsc pracy wyniosła 85,8 tys., czyli o 9,4 proc. mniej niż kwartał wcześniej. Wskaźnik wakatów spadł do 0,71 proc. To zmienia równowagę na rynku i powoduje, że powoli przechodzimy z rynku pracownika do rynku większej selektywności po stronie pracodawców.
Młodzi na pierwszej linii zmian
Najbardziej niepokojący sygnał widać w danych dotyczących młodych. Stopa bezrobocia w grupie do 25. roku życia wzrosła do 12,5 proc. z 10,9 proc. rok wcześniej. W niektórych dużych miastach dynamika jest jeszcze wyższa i wynosi nawet kilkadziesiąt procent rok do roku. Wejście na rynek pracy staje się coraz trudniejsze, szczególnie w momencie, gdy firmy ograniczają rekrutacje na stanowiska juniorskie. Na to wszystko nakłada się strukturalna zmiana związana z automatyzacją i AI. Według analiz PwC tempo zmiany kompetencji w zawodach najbardziej narażonych na wpływ sztucznej inteligencji jest w Polsce aż o 66 proc. wyższe niż w pozostałych zawodach. Z kolei dane OECD pokazują, że zatrudnienie rośnie dziś wolniej właśnie w tych rolach, które mają najwyższe ryzyko automatyzacji. W praktyce oznacza to, że firmy nie tyle gwałtownie redukują zatrudnienie, co stopniowo ograniczają rekrutacje w obszarach m.in. administracyjnych, operacyjnych czy prac biurowych.
Kompetencje zamiast dostępności
Efektem jest rosnące niedopasowanie kompetencyjne. Mamy jednocześnie blisko milion osób bezrobotnych i spadającą liczbę wakatów, ale to nie oznacza, że rynek się zatrzymał, tylko, że się zmienia. Coraz większym wyzwaniem nie jest sama liczba miejsc pracy, ale to, czy kandydaci mają kompetencje, których oczekują pracodawcy. W tym kontekście dodatkowym ryzykiem jest spadek środków na aktywizację zawodową – z ponad 3,6 mld zł do ok. 2,1 mld zł, czyli o ponad 40 proc. rok do roku. A to mniej narzędzi do przekwalifikowania pracowników w momencie, gdy rynek pracy przyspiesza technologicznie. A jak wynika z „Barometru Polskiego Rynku Pracy” pracownicy są zmotywowani do zdobywania nowych umiejętności – aż 45 proc. osób chce pozyskiwać nową wiedzę, o ile dostaną taką możliwość od pracodawcy.
Polska wciąż liderem, ale trend się odwraca
Polska nadal pozostaje jednym z krajów o najniższym bezrobociu w UE. Według Eurostatu to ok. 3,1 proc. przy średniej unijnej na poziomie 5,8 proc., ale ten dystans nie powinien usypiać czujności. Dane pokazują wyraźnie, że kończy się okres łatwego wzrostu zatrudnienia. W kolejnych kwartałach będziemy obserwować pogłębianie się tego trendu. Automatyzacja nie wywoła nagłego wzrostu bezrobocia, ale będzie systematycznie zmieniać jego strukturę. Zyskają osoby z kompetencjami cyfrowymi i analitycznymi, a tracić będą ci, których praca jest najbardziej powtarzalna. Kluczowym wyzwaniem dla rynku pracy nie będzie więc to, ile miejsc pracy powstanie, ale jak szybko będziemy w stanie dostosować kompetencje pracowników do nowej rzeczywistości.

