O granicach pojęć i odpowiedzialności w czasach edukacji poza szkołą – pisze Wojciech Bachalski, dyrektor zarządzający JDJ International Open Schools.
Coraz więcej rodzin decyduje się dziś na edukację realizowaną poza szkołą stacjonarną. Dla jednych jest to świadomy wybór pedagogiczny, dla innych odpowiedź na przeciążenie systemu, brak miejsc w szkołach, potrzeby zdrowotne lub emocjonalne dzieci albo mobilny tryb życia. Wspólnym mianownikiem tych decyzji jest poszukiwanie większej elastyczności, sprawczości i sensu w procesie uczenia się – niezależnie od porządku prawnego, w którym dana forma edukacji funkcjonuje.
Problem pojawia się wówczas, gdy bardzo różne modele kształcenia zaczynają być opisywane jednym pojęciem. W języku potocznym wszystko, co odbywa się poza tradycyjną szkołą, bywa nazywane edukacją domową, choć w praktyce może oznaczać zupełnie odmienne rozwiązania – od spełniania obowiązku szkolnego w polskiej szkole w trybie edukacji domowej, po realizację obowiązku nauki poprzez uczęszczanie do szkoły działającej w innym systemie prawnym, w tym za granicą.
Skala tego zjawiska w Polsce jest znacząca. Ponad 62 tysiące uczniów korzysta dziś z możliwości spełniania obowiązku szkolnego poza szkołą – na podstawie zezwolenia dyrektora, pozostając formalnie uczniami konkretnych placówek. Jednocześnie w dużych miastach coraz więcej ósmoklasistów nie dostaje się do żadnego liceum w pierwszym etapie rekrutacji. Równolegle rośnie zainteresowanie zagranicznymi liceami online, które funkcjonują poza polskim systemem oświaty, lecz umożliwiają realizację obowiązku nauki w innym porządku prawnym.
Edukacja domowa w polskim prawie
Polskie prawo oświatowe nie posługuje się pojęciem edukacji domowej. Przewiduje natomiast możliwość spełniania obowiązku szkolnego lub obowiązku nauki poza szkołą. Uczeń objęty takim trybem pozostaje zapisany do konkretnej polskiej szkoły, która sprawuje nadzór administracyjny i przeprowadza egzaminy klasyfikacyjne. Odpowiedzialność za organizację procesu nauki spoczywa jednak na rodzicach lub opiekunach prawnych.
Różnorodność motywacji – od wyborów stylu życia po potrzeby wynikające z problemów relacyjnych, zdrowotnych lub emocjonalnych dzieci – sprawia, że edukacja realizowana poza szkołą stacjonarną przybiera dziś wiele form i funkcjonuje w różnych porządkach prawnych. To z kolei utrudnia jednoznaczne posługiwanie się pojęciem edukacji domowej. Warto pamiętać, że jeszcze kilkanaście lat temu pojęcie edukacji domowej było w Polsce niemal tożsame z angielskim „homeschoolingiem” i odnosiło się przede wszystkim do rodzinnego, zindywidualizowanego modelu kształcenia. Wraz z rozwojem technologii i pojawieniem się szkół online – zarówno polskich jak i zagranicznych – zakres tego pojęcia zaczął się jednak w języku potocznym rozszerzać, obejmując bardzo różne formy edukacji poza szkołą stacjonarną.
Edukacja domowa jako styl życia, nie tylko tryb nauczania
Warto w tym miejscu podkreślić, że klasycznie rozumiana edukacja domowa to coś znacznie więcej niż alternatywny sposób realizacji podstawy programowej. Dla wielu rodzin jest to świadomie wybrany styl życia, oparty na bliskiej relacji rodzic–dziecko, wspólnym odkrywaniu świata i głębokiej indywidualizacji procesu uczenia się.
W tym modelu rodzic nie przekazuje odpowiedzialności za edukację instytucji w momencie rozpoczęcia nauki szkolnej, lecz pozostaje przewodnikiem dziecka również na etapie formalnej edukacji. Nauka nie jest oddzielona od codzienności – staje się jej integralną częścią. Taki model sprzyja głębokiej indywidualizacji oraz wysokiemu poziomowi zaangażowania w proces uczenia się.
Szczególne znaczenie ma tu relacja między dzieckiem a rodzicem-nauczycielem. Opiera się ona na zaufaniu, bliskości i wspólnej pracy intelektualnej, a nie na formalnym, klasowo-lekcyjnym układzie. To właśnie ta relacyjność oraz wysoki poziom indywidualnej uwagi sprawiają, że edukacja domowa w wielu badaniach osiąga wyniki porównywalne lub lepsze niż edukacja szkolna – niezależnie od poziomu wykształcenia czy statusu materialnego rodziców.
Edukacja domowa w okresie nastoletnim – moment przełomowy
Jak podkreśla Jacek Jarecki – wieloletni praktyk edukacji domowej i rodzic, który przeszedł tę drogę z kilkorgiem dzieci – najtrudniejszym, a zarazem najważniejszym etapem homeschoolingu jest poziom licealny. To właśnie wtedy edukacja spotyka się z dojrzewaniem, a rola rodzica zaczyna się naturalnie zmieniać.
W okresie nastoletnim młody człowiek stopniowo przejmuje odpowiedzialność: sam planuje naukę, sam podejmuje decyzje i sam ponosi konsekwencje swoich wyborów. Rodzic coraz rzadziej pozostaje „nauczycielem”, a coraz częściej staje się mentorem i rozmówcą – kimś obecnym, ale nienarzucającym się. Edukacja przestaje być wyłącznie realizacją programu. Staje się przestrzenią uczenia się samodzielności, odpowiedzialności i gotowości do dorosłego życia. To właśnie na tym etapie – jak zauważa Jarecki – szczególnie wyraźnie widać, jak istotne jest indywidualne wsparcie: nie w formie kontroli, lecz towarzyszenia.
Przejście do liceum – moment, w którym warto znać alternatywy
Dla wielu uczniów kończących szkołę podstawową – także tych z doświadczeniem edukacji domowej – początek liceum bywa trudny. Często wybierają tradycyjny model, nie mając świadomości realnych alternatyw.
Pierwsze miesiące to okres silnej presji i konieczności dostosowywania się. Niektórzy zmagają się z przeciążeniem, inni z poczuciem zagubienia, a czasem również z bullyingiem ze strony rówieśników czy mobbingiem ze strony dorosłych. Wielu trwa w przekonaniu, że „tak po prostu musi być”.
Tymczasem istnieją inne możliwości – jak choćby amerykańskie liceum online (np. w elastycznej formule oferowanej przez JDJ International Open Schools), albo program podwójnej matury, pozwalający zdobywać amerykański dyplom równolegle z polską ścieżką. Sama świadomość, że wybór jest szerszy, często zmniejsza presję i poczucie braku wyjścia.
Między definicją a praktyką
Choć regulacje prawne są stosunkowo jasne, praktyka edukacyjna coraz częściej wykracza poza klasyczny model edukacji domowej. Globalizacja, mobilność rodzin, rozwój technologii edukacyjnych oraz rosnąca oferta międzynarodowych programów nauczania sprawiają, że edukacja realizowana poza szkołą stacjonarną przybiera nowe formy, trudniejsze do jednoznacznego opisania w ramach jednego pojęcia.
Coraz więcej dzieci i młodzieży uczy się w formule zdalnej, realizując programy zagranicznych szkół średnich. Nauka odbywa się w domu, często w elastycznym tempie i z dużym naciskiem na samodzielność ucznia. Z perspektywy codziennego doświadczenia taka edukacja bywa potocznie określana jako edukacja domowa, choć z formalnego punktu widzenia w Polsce stanowi realizację obowiązku nauki poprzez uczęszczanie do szkoły za granicą, zgodnie z art. 35 ust. 8 ustawy – Prawo oświatowe.
To właśnie w tym miejscu zaczyna się największe zamieszanie pojęciowe. W języku potocznym wszystko, co odbywa się poza szkołą stacjonarną, bywa wrzucane do jednego worka z etykietą „edukacja domowa”. Takie uproszczenie jest problematyczne zarówno dla rodzin realizujących klasyczną edukację domową, jak i dla podmiotów funkcjonujących w innych porządkach edukacyjnych.
Tymczasem różnice między poszczególnymi modelami są fundamentalne – zarówno pod względem odpowiedzialności prawnej, jak i realnych konsekwencji edukacyjnych.
Warto przy tym zaznaczyć, że w ujęciu międzynarodowym pojęcie edukacji domowej nie ma jednego, uniwersalnego znaczenia. W części stanów USA nauka realizowana w szkole online może stanowić podstawę formalnej realizacji homeschoolingu, o ile spełnia wymogi przewidziane w przepisach stanowych dotyczących edukacji domowej. Przykładowo w Teksasie homeschooling jest traktowany jako forma szkoły prywatnej (Texas Education Code §25.086), co sprawia, że szkoły online mogą funkcjonować jednocześnie jako instytucje szkolne i jako prawna podstawa realizacji edukacji domowej. Pokazuje to, że granice między homeschoolingiem a szkołą online są w praktyce znacznie bardziej płynne, niż wynikałoby to z jednej, krajowej definicji.
Unschooling, szkoły „przyjazne ED” i inne skróty myślowe
Dyskusje prowadzone w mediach społecznościowych doskonale pokazują skalę tego zamieszania. Rodzice pytają o „szkoły edukacji domowej działające w duchu unschoolingu”, o „edukację domową bez podstawy programowej” albo o „szkoły, które niczego nie narzucają”. Pytania te są zrozumiałe, ale ujawniają, jak bardzo różne porządki pojęciowe zaczęły się dziś mieszać.
Unschooling jest przede wszystkim filozofią uczenia się, a nie formą prawną realizacji obowiązku szkolnego. W swojej istocie jest on często naturalnym przedłużeniem relacyjnego i rodzinnego charakteru edukacji domowej, ale nie stanowi jej formalnej definicji prawnej. Zakłada rezygnację z odgórnie narzuconych programów i podążanie za zainteresowaniami dziecka. Tymczasem edukacja domowa, w rozumieniu polskiego prawa – mimo dużej elastyczności – nadal wymaga realizacji podstawy programowej oraz przystępowania do egzaminów. Te podejścia mogą się wzajemnie inspirować, ale nie są tożsame i nie funkcjonują na tych samych zasadach.
Podobnie pojęcie „szkoły edukacji domowej” jest skrótem myślowym. Szkoła może być przyjazna ED (edukacji domowej), może wspierać rodziny organizacyjnie i egzaminacyjnie, ale nie prowadzi edukacji domowej w sensie dydaktycznym. Odpowiedzialność za proces nauczania spoczywa na rodzinie lub na podmiotach działających poza polskim systemem oświaty.
W tle tych dyskusji kryją się często bardzo konkretne obawy. Przeciwnicy edukacji domowej wskazują na brak kontroli, ryzyko pogłębiania nierówności edukacyjnych oraz izolację społeczną dzieci. Zwolennicy systemów alternatywnych mówią natomiast o przeciążeniu uczniów, nadmiernej standaryzacji kosztem sensu oraz o szkole, która coraz częściej nie nadąża za rzeczywistością, w jakiej funkcjonują młodzi ludzie.
Przykład JDJ IOS a granice pojęcia edukacji domowej
W tym kontekście warto doprecyzować, czym jest, a czym nie jest model realizowany przez JDJ International Open Schools. Nie jest to edukacja domowa w rozumieniu polskiego prawa oświatowego. Uczniowie – z wyjątkiem osób realizujących program Dual Diploma (tzw. podwójną maturę) w polskich szkołach partnerskich sieci JDJ IOS – nie są zapisani do polskich szkół ani nie realizują polskiej podstawy programowej w trybie egzaminów klasyfikacyjnych.
Edukacja ta odbywa się w ramach zagranicznego systemu szkolnego, najczęściej amerykańskiego, w formule zdalnej. Uczeń zapisany jest do akredytowanego liceum w Stanach Zjednoczonych, które odpowiada za ocenianie, wydawanie transkryptów oraz dyplomów. Kształcenie uczniów spoza USA realizowane jest w międzynarodowym środowisku współpracy edukacyjnej. Model ten nie zastępuje edukacji domowej w jej klasycznym, rodzinnym rozumieniu, lecz odpowiada na potrzeby uczniów funkcjonujących w innym kontekście życiowym i edukacyjnym.
Z perspektywy praktyki edukacyjnej model ten łączy elementy kojarzone z edukacją domową z kluczowymi elementami tradycyjnej szkoły. Nauka odbywa się poza szkołą stacjonarną, głównie na platformie edukacyjnej, bez grupowych lekcji w czasie rzeczywistym – z wyjątkiem klubów zainteresowań oraz indywidualnych konsultacji online z nauczycielami i mentorami edukacyjnymi. Uczniowie uczą się w elastycznym tempie, mogą realizować przedmioty w dowolnej kolejności i standardowo kończą rok szkolny w okresie dziesięciu miesięcy, z możliwością jego skrócenia lub wydłużenia oraz rozpoczęcia nauki w dowolnym miesiącu.
Formalnie nie jest to edukacja domowa w rozumieniu polskiego prawa, lecz realizacja obowiązku nauki poprzez uczęszczanie do szkoły za granicą, zgodnie z art. 35 ust. 8 ustawy – Prawo oświatowe.
To rozróżnienie ma kluczowe znaczenie. Odpowiedzialność pozbawiona jasnych ram systemowych bywa mylona z wolnością, a elastyczność z brakiem wymagań. Tymczasem, każdy skuteczny model edukacyjny musi jasno określać, kto odpowiada za proces nauczania, ocenianie oraz dalszą ścieżkę akademicką ucznia.
Edukacja domowa jako wyzwanie systemowe
Rosnąca popularność edukacji realizowanej poza szkołą stacjonarną pokazuje, że mamy do czynienia z głęboką zmianą społeczną. Rodzice coraz częściej oczekują realnego wpływu na sposób kształcenia swoich dzieci, a uczniowie potrzebują większej elastyczności, indywidualizacji i poczucia sensu w procesie uczenia się. Raporty OECD i Eurydice od lat wskazują, że jednolity, masowy model szkoły coraz słabiej odpowiada na te potrzeby.
Być może największym wyzwaniem nie jest dziś samo istnienie alternatywnych form kształcenia, lecz to, że system edukacyjny nie nadąża z ich rzetelnym opisywaniem i porządkowaniem. Tam, gdzie brakuje precyzyjnego języka, szybko pojawiają się uproszczenia.
Podsumowanie
Edukacja domowa – rozumiana szeroko i niedyskryminująco, a więc nieograniczona do jednego kraju, systemu prawnego czy modelu organizacyjnego – nie jest jedną metodą ani jednym rozwiązaniem. To zjawisko złożone, obejmujące różne formy uczenia się poza szkołą stacjonarną, funkcjonujące w odmiennych porządkach prawnych i edukacyjnych.
Dlatego dyskusja o edukacji domowej nie powinna sprowadzać się do pytania, gdzie dziecko się uczy, lecz do tego, w jakim systemie funkcjonuje dana edukacja, kto ponosi odpowiedzialność za proces nauczania i oceniania oraz jakie realne możliwości wyniesie z niego uczeń.


